Marcel Samol

Marcel walczy o życie ze złośliwym guzem mózgu

Chłopca mogą uratować jedynie lekarze z USA

Dla Marcela w Polsce nie ma ratunku. Jego rodzice usłyszeli właśnie, że guz mózgu go zabija. Że chemia, którą podają mu lekarze może mu przedłużyć życie, ale nie je ocalić. Dlatego szukają ratunku za granicą. W najlepszych klinikach na całym świecie. Bo dla synka nie cofną się przed niczym.

Marcel Samol jest jedynym i wyczekanym dzieckiem. Ciąża była idealna, książkowa. Wszystkie wyniki w normie. Przygotowane ubranka, łóżeczko, gotowy wózek. I tylko malutki Marcel się nie spieszył na świat. Urodził się prawie dwa tygodnie po terminie. Sam poród był długi i bardzo skomplikowany. Skończył się cesarskim cięciem wykonanym w ostatniej chwili.  

Synek urodził się w zamartwicy, zachłysnął się wodami płodowymi i miał zapalenie płuc. I dostał jedynie trzy z dziesięciu punktów w skali Apgar – opowiada jego mama Karolina Brenk. Już na samym początku życia stoczył potężną walkę, ale wyszedł z niej zwycięsko. Po dwóch tygodniach lekarze wypisali go do domu.

Marcel Samol z rodzicami

Wtedy zaczęła się rodzinna sielanka. Bo Marcelek to dziecko idealne. Nie płacze, jest spokojny, sam śpi w łóżeczku, cały czas się uśmiecha. Wszystko go interesuje, dlatego na macie edukacyjnej z zachwytem wpatruje się w zawieszone nad główką zabawki. Rozwija się idealnie. Przewraca na brzuszek i plecki, zaczyna pełzać po podłodze i pięknie siedzi. Jest pod opieką pediatry, neurologa i rehabilitanta, ale to czysta profilaktyka. Wszyscy są przekonani, że najgorsze już za nim.

Dzień, który zmienił wszystko

Aż w końcu przychodzi dzień, który ich spokojne życie wywraca do góry nogami. 13 listopada – ta data już chyba na zawsze zostanie w ich pamięci. Zaczęło się zwyczajnie – od leniwego śniadania i wspólnej porannej zabawy. Ale coś już wisiało w powietrzu. 

Leżał w swoim łóżeczku i bawił się. Ale był w nim taki dziwny, niepokojący spokój – wspomina pani Karolina. – Potem na macie edukacyjnej nie chciał podnosić główki. Leżał tylko na płasko… A przecież chwilę wcześniej spał, więc nie mógł być zmęczony… – dodaje.

Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Do drzwi zadzwonił kurier, więc mama zostawiła go w bezpiecznego łóżeczku. Wróciła po minucie.

Leżał na pleckach i wymiotował. Krztusił się. Chwyciłam go na ręce, zadzwoniłam po pomoc do mojej mamy i chwilę później pędziłyśmy już do szpitala –  opowiada roztrzęsiona pani Karolina. – W powiatowym szpitalu podejrzewali wodogłowie i natychmiast odesłali nas do Poznania.

Dotarli tam w nocy. Nie było sekundy do stracenia i Marcel od razu trafił na stół operacyjny. Podczas zabiegu lekarze założyli mu zastawkę, która miała odprowadzić z główki nadmiar płynu. Niestety, kontrolny tomograf pokazał, że wodogłowie jest tylko objawem ogromnego guza. To był czas ogromnej wiary w to, że guz okaże się niezłośliwy.

W Polsce Marcel nie ma szans

Nadzieja rozwiała się cztery dni później, podczas zaplanowanej operacji usunięcia zmiany. Przez pięć godzin chirurdzy robili co mogli, ale nie udało im się usunąć całego guza.

Powiedzieli, że zmiana wyglądała nietypowo, jakby to było połączenie dwóch różnych nowotworów. Nie mogli też usunąć jej całkowicie, żeby nie uszkodzić mózgu – opowiada mama ze łzami w oczach. Lekarze pobrali wycinek do badania i po kilku dniach już wiedzieli, że przyszło im się zmierzyć z okrutnym przeciwnikiem. Jednym z najzłośliwszych nowotworów – medulloblastomą. W karcie wpisali, że rokowania są niepewne. Ale w rozmowie z rodzicami jedna z najbardziej szanowanych specjalistek powiedziała, że w Polsce Marcelek nie ma szans. Na jego niekorzyść działa to, że jest malutki. U dzieci poniżej trzeciego roku życia nie przeprowadza się radioterapii, która jest potężną bronią w walce z guzami mózgu. U takich maluchów jest po prostu zbyt ryzykowna.

Onkolodzy zaproponowali nam chemioterapię, która może jedynie przedłużyć mu życie. Zgodziliśmy się na takie leczenie, ale to dla nas za mało. Całe nasze życie to on, więc nie pozwolimy, żeby stała mu się krzywda – płacze pani Karolina.

Dziś szukają ratunku na całym świecie. Poruszyli niebo i ziemię, żeby znaleźć klinikę, w której lekarze dadzą im nadzieję. Którzy zechcą razem z nimi stanąć do tej nierównej walki.

Musimy go ratować! Musimy! Dlatego błagamy wszystkich o wsparcie. Już wiemy, że leczenie Marcelka będzie niezwykle kosztowne, idące w setki tysięcy złotych. Taka będzie cena życia naszego  Słońca. Naszego jedynego, wyczekanego dziecka – apeluje o pomoc pani Karolina.

Marcel Samol potrzebuje Waszej pomocy

Jeśli chcesz pomóc Marcelkowi, to pamiętaj, że liczy się każda złotówka. Marcelek jest podopiecznym Fundacji „ZOBACZ MNIE”.

Wpłaty na jego rzecz prosimy kierować na konto:

Fundacja ZOBACZ MNIE

ul. Ofiar Oświęcimskich 14/11

50-069 Wrocław

SANTANDER BANK POLSKA SA

28 1090 23 98 0000 0001 4358 4104

Z tytułem wpłaty: „Marcel Samol”

Wsparcie można też przekazać w postaci przelewu internetowego za pośrednictwem strony https://zobaczmnie.org/wplacam/. W rubryczce „CEL” prosimy wpisać imię i nazwisko: „Marcel Samol”

Udostępnij wpis:

shares