Jak, w dobie gier komputerowych i smartfonów, zamierza Pan zainteresować dzieci takimi zabawami, jak ciuciubabka czy głuchy telefon?
Rzeczywiście współczesne dzieci są bardzo przebodźcowane, bo z każdej strony coś je rozprasza. Coraz trudniej jest im świadomie być tu i teraz. Tymczasem stare zabawy wymuszają np. skupienie się na współpracy, przemyślenie strategii, analizę otoczenia. I, co ważne, jest to praca na żywym organizmie, czyli z innymi dziećmi, które są przecież różne, mają różne humory. To nie jest sytuacja zaprogramowana, w której jest jedno rozwiązanie. Dlatego stare zabawy bardzo pomagają w pracy nad uważnością i umiejętnością skupiania się.
Ja te argumenty rozumiem, ale nie sądzę, żeby dla dzieci walka z przebodźcowaniem miała jakąkolwiek wartość. Jaki ma pan sposób na przekonanie tych najmłodszych?
Bardzo prosty: ja ich nie przekonuję do zabawy, ale ja im proponuję wspólną zabawę. Nie pytam, w co chcą się bawić, ale mówię, że będę grał w coś fajnego i że ich zapraszam. Mówię: chodźcie ze mną, pobawimy się razem, pokażę wam, jak ja się bawiłem w dzieciństwie, jak bawili się wasi dziadkowie i rodzice.
Ten sposób jest też pana pierwszą radą dla rodziców, którzy chcieliby zainteresować dzieci starymi zabawami?
Zdecydowanie tak i jest to oczywiście porada znacznie bardziej ogólna. Nie dotyczy tylko starych zabaw, ale aktywnego wypoczynku, czytania itd. Zasada jest brutalnie prosta: jeśli rodzić jest zaangażowany, to dziecko również.
A dlaczego w ogóle rodzice powinni próbować zainteresować dzieci starymi zabawami?
Pierwszym i niepodważalnym dowodem ich wartości jest to, że właśnie ci rodzice, a także ich rodzice wychowani na starych zabawach, wyrośli po prostu na fajnych ludzi. W zabawach z dzieciństwa odkrywali swoje talenty i predyspozycje, które później mogli rozwijać. Bo tak naprawdę każda z tych zabaw przemyca całą masę różnych umiejętności. Szybkość, zwinność, logiczne myślenie, spostrzegawczość, działanie w grupie – to tylko kilka przykładów cech, które z czasem ogromnie procentują.
Są to też bardzo tanie zabawy, bo często wystarczy kij, sznurek, gumka…
Tak, to też jest argument, chociaż dla rodziców raczej niepierwszorzędny. Znacznie ważniejsze jest to, żeby udowodnić dzieciom, że dobra zabawa możliwa jest praktycznie zawsze i wszędzie. Nie tylko po wizycie w sklepie z zabawkami.
Zawodowo zajmuje się pan m.in. animacjami dla dzieci. Które propozycje, z zebranego w książce zestawu, w praktyce sprawdzają się najlepiej? Ma pan wśród starych zabaw swoich faworytów?

Wszystko zależy od samopoczucia i nastroju dzieci, od ich wieku i od tego, co chcę osiągnąć daną zabawą. Jeżeli chcę, żeby miały przerywnik w trakcie warsztatów wymagających skupienia, to sprawdzi się np. głupi jaś i 1-2-3 baba jaga patrzy. To są bardzo odprężające zabawy, które dodatkowo można w dowolnej chwili przerwać, nie trzeba grać aż do konkretnego finału. Dochodzi do tego element ruchu, co pasuje idealnie, gdy potrzebujemy odsapnąć np. od precyzyjnych zajęć plastycznych.
Jeżeli chcę, by dzieciaki wyżyły się kreatywnie, proponuję im układanie kart memory, ale w takim modelu, że najpierw każde dziecko robi swoją parę obrazków. Następnie, jak w tradycyjnym memory, mieszamy i próbujemy z pamięci odszukać pasujące do siebie kartoniki. A jeśli zależy mi na skupieniu uwagi grupy, proponuję np. zabawę w bingo.
Zdarzają się dzieci, których te propozycje jednak nie interesują?
Miałem w grupach takie dzieci, które wykazywały symptomy uzależnienia od telefonów komórkowych. Zdarzało się, że siedziały z telefonem w dłoni i nie chciały brać udziału w zabawach. Ale zwykle wystarcza chwila, żeby takie dziecko zobaczyło, że inne się świetnie bawią i wtedy w naturalny sposób rodzi się zainteresowanie, a późnij chęć wspólnej zabawy.
Czy stare zabawy, na współczesny użytek musiały być jakoś zmieniane, dostosowywane?
Zdarza się, że wprowadzam drobne modyfikacje, które uwspółcześniają zabawy. Jak chociażby w „Chodzi lisek koło drogi”, gdzie – poza wersją oryginalną wierszyka – podałem też dwie dodatkowe. W starej wersji lisek „nie ma ręki ani nogi”, w alternatywnych jest znacznie mniej drastycznie.
Czasami delikatnej zmiany wymagały też zasady, jak np. w głupim jasiu, w którym dziecko w środku koła próbuje odebrać piłkę innym. Dawniej ten jasiu, to było dziecko które nie było w stanie odebrać piłki innym. I nikt nie chciał być takim głupim jasiem, bo to był dowód niezdarności. Dziś tłumaczę, że jasiu wcale nie jest głupi, tylko biega jak głupi i stąd ta nazwa, którą zresztą też dlatego można zapisywać małymi literami. Dodatkowo ten jasiu dostaje np. jakieś gogle, żeby było ciekawiej. I nagle każdy chce być jasiem, bo on czymś się wyróżnia, jest w centrum uwagi, wszyscy są skupieni właśnie na nim. A dzieci bardzo potrzebują tej uwagi, zarówno od rówieśników, jak i od dorosłych.
Dodatkowo zmieniłem też to, że dzieci nie stoją, tylko siedzą. To po prostu znacznie bezpieczniejsze rozwiązanie.
Nazwa tej zabawy nie wymagała zmiany? Żadnemu Jankowi nie zrobiło się nigdy przykro?
Nie, nie miałem takiego przypadku. Właśnie dlatego, że na początku tłumaczę, skąd wzięła się nazwa. Drobna różnica, ale dla dzieci istotna – jasiu nie jest głupi tylko biega jak głupi.
A jak rodzice powinni wybierać zabawy dla swoich dzieci? Co pan, jako zawodowy animator, może im podpowiedzieć?
Tu znowu odwołam się do prostej, ale brutalnej zasady: trzeba wiedzieć, co dziecko lubi. I tylko z pozoru brzmi to trywialnie. Niestety, często zdarza się, że gdy rodzic zamawia u nas animacje na urodziny, mówi np., że córka lubi lalki i jednorożce. My przygotowujemy zabawy, stroje, tematyczne gadżety, a na miejscu się okazuje, że czeka na nas wesoła sportsmenka, które uwielbia wspinaczkę po drzewach.
Oczywiście u dzieci często zmieniają się zainteresowania, co też częściowo wynika z ich psychorozwoju i jest naturalne. Dlatego trzeba pamiętać o tym, że obserwacja dziecka, to jedno, ale rozmowa z nim – to co innego. Pytajmy dzieci, co lubią i nie denerwujmy się, że co chwilę interesują się czym innym albo zbierają co innego. Starych zabaw jest tak dużo i są tak różnorodne, że znajdzie się coś naprawdę dla każdego. Sam berek ma przynajmniej 8 wersji, więc jeśli wiemy, co dziecko lubi, na pewno będziemy w stanie czymś je zainteresować. A wspólnie spędzony czas będzie dla obu stron największą wartością.
Rozmawiała: Emilia Iwanicka-Pałka
Przekaż 1,5% podopiecznym Fundacji ZOBACZ MNIE
Twój 1,5% podatku ma potężną moc. Dzięki niemu ratujemy zdrowie i życie ciężko chorych dzieci. Wpisz w swoje zeznanie podatkowe nasz numer KRS: 0000 79 53 64 i przekaż 1,5% podatku podopiecznym Fundacji ZOBACZ MNIE.
Wypełnij PIT on-line
Rozlicz PIT na podatki.gov.pl
Pobierz program do PIT