Krzysztof Jałowiec

 

Krzyśkowi może pomóc tylko wybitny neurochirurg z Europy

Krzysztof Jałowiec od wielu lat zmaga się z wybuchami agresji i postępującą utratą pamięci, ciągłymi zmianami nastroju, a ostatnio i padaczką. Przez wiele lat wszystko miało jedno wytłumaczenie: ADHD. Lekarze nie chcieli nawet słyszeć o czymś innym. Dopiero, gdy chłopaka zaczęły męczyć straszliwe bóle głowy, okazało się, że winę za wszystko ponosi guz w jego głowie.

 

Krzysztof Jałowiec ma 16 lat, a od ponad 5 w jego życiu wciąż obecna jest choroba. To wtedy mama zauważyła pierwsze zmiany w jego zachowaniu.

 Z anioła zmieniał się w diabła i na odwrót. Nikt nie wiedział, co sprawia, że Krzysiu potrafi być taki nieobliczalny. Dlatego najpierw trafiliśmy do psychologa, ale ten szybko odesłał nas do psychiatry. Tam została postawiona pierwsza diagnoza – ADHD. Krzyś dostał bardzo silne leki, po których często chodził jak otumaniony – wspomina pani Małgorzata, mama Krzysztofa.

Po jakimś czasie do wszystkich dolegliwości dołączyły bardzo silne głowy, ale lekarka, która go wtedy prowadziła wciąż się upierała że to ADHD.

 Dopiero potem trafiliśmy do młodego i bardzo otwartego lekarza psychiatry, który, gdy usłyszał o objawach, jakie towarzyszą Krzysiowi, od razu uznał, że sprawa nie jest psychiatryczna, a neurologiczna i skierował nas do specjalisty – opowiada pani Małgorzata.

Cieszcie się, póki go macie…

Potem sprawy się potoczyły się błyskawicznie. Krzysiowi najpierw zrobiono tomograf komputerowy, a potem rezonans magnetyczny. – Słów, których usłyszałam po badaniu nie zapomnę nigdy. Jeden z lekarzy powiedział – cieszcie się póki go macie… Wtedy serce pękło mi na pół – wspomina mama Krzysztofa. – Tego dnia dowiedzieliśmy się, że w głowie syna coś jest. Problem polega na tym, że nikt nie wiedział, co dokładnie… Słyszeliśmy że to rak, że tętniak, naczyniak… Byliśmy w jakimś koszmarnym zawieszeniu, bo chodziliśmy od lekarza do lekarza, a nigdzie nie znajdowaliśmy odpowiedzi na pytanie, co dolega naszemu synowi.

Całą sytuację zmienił bardzo silny krwotok Krzysia. Któregoś dnia wrócił ze szkoły i od razu położył się spać. Był taki nieswój, jakby zagubiony we wszystkim. Do tego, gdy wieczorem wyszedł ze swojego pokoju i zaczął się zataczać. W pewnym momencie buchnęła mu krew z nosa. Krwotok był nie za do zatamowania.

 Od razu pojechaliśmy do szpitala, najpierw jednego, potem drugiego. Jeden ze specjalistów wystawił nam skierowanie do Warszawy. Uznaliśmy, że skoro przez tyle czasu nikt nie pomógł naszemu synowi, to musimy szukać ratunku w najlepszym szpitalu, w stolicy – opowiada mama Krzysztofa.

Krzysztof Jałowiec – na operację wciąż czeka

Niestety i w Warszawie wszystko się zaczęło makabrycznie przeciągać. Badania, spotkania z kolejnymi specjalistami. Według lekarzy Krzysztof ma w głowie naczyniaka jamistego Aż w końcu został wyznaczony termin operacji i pojawiła się nadzieja na to, że w końcu ktoś pomoże Krzyśkowi. Niestety od lutego operacja była przekładana kilkukrotnie.

 W Polsce cały czas lekarze bagatelizowali problem i dlatego przesuwali kilkukrotnie przekładano operację, a ja czułam, że nie możemy czekać. A tymczasem każdy kolejny dzień zwłoki może zakończyć się tragicznie. Nie mogłam pozwolić, aby mojemu synowi coś się stało, żeby nie doczekał pomocy – opowiada ze łzami w oczach pani Małgorzata.

To dlatego mama bardzo intensywnie zaczęła szukać pomocy z granicą. Światełko w tunelu pojawiło się, gdy dokumentację Krzysztofa przejrzał prof. Schuhmann z kliniki uniwersyteckiej w Tybindze.

Niestety, okazało się, że naczyniak urósł tak bardzo, że teraz jest niebezpiecznie blisko nerwów wzrokowych. To dlatego sprawia, że operacja jest ekstremalnie trudna i mogą się jej podjąć tylko najlepsi specjaliści w Europie. Tylko dzięki ich precyzji mamy szansę uratować Krzysia i ocalić jego wzrok. Naczyniak sieje coraz większe spustoszenia w głowie Krzyśka. Dlatego chłopiec ma ogromne problemy z pamięcią, niekontrolowane wybuchy agresji. Napady padaczki coraz trudniej kontrolować.

Tylko jeden specjalista może pomóc

 Dziś już wiemy, że jedyną szansą na powrót do zdrowia i normalności jest specjalistyczna operacja neurochirurgiczna w klinice uniwersyteckiej w Tybindze – tłumaczy Małgorzata Jałowiec.

Na operację trzeba było zebrać blisko 200 tysięcy złotych. Udało się to zrobić w rekordowym czasie. Dzięki temu operacja ma się odbyć za dwa tygodnie. W niej cała nadzieja.

 Krzysztof mało mówi o swojej chorobie, wie co jest w jego głowie, bo nie robimy przed nim tajemnic. Najbardziej przeżył sytuację, w której jeden z polskich lekarzy powiedział przy nim, że operacja jest bardzo inwazyjna i że może być po niej roślinką. Gdy lekarz wyszedł ze szpitalnej sali, na której leżał syn, Krzyś rozpłakał się i powiedział, że nie chce być ciężarem dla nas… – zawiesza głos pani Małgorzata. – Przez tyle czasu zmieniała się diagnoza, rokowania. Jedno jest pewne – choroba zagraża życiu mojego dziecka. Dlatego dziś przy życiu trzyma mnie nadzieja, że profesor z Tybingi uratuje mi syna.

Operacja już jest opłacona. Ale wciąż zbieramy pieniądze na jego rehabilitację. Liczy się każda złotówka, żeby Krzysiek mógł wrócić do normalnego życia.

Krzysztof Jałowiec – pomoc będzie wciąż potrzebna

Krzysztof Jałowiec jest podopiecznym Fundacji ZOBACZ MNIE, dlatego środki na jego leczenie można przekazać na numer konta:

Fundacja ZOBACZ MNIE, ul. Ofiar Oświęcimskich 14/11, 50-069 Wrocław
SANTANDER BANK POLSKA SA: 28 1090 23 98 0000 0001 4358 4104
z tytułem wpłaty: „Krzysztof Jałowiec”

Pomoc można też przekazać w postaci przelewu internetowego za pośrednictwem strony https://zobaczmnie.org/wplacam/. W rubryczce „CEL” prosimy wpisać imię i nazwisko: „Krzysztof Jałowiec” 2021

AKTUALIZACJA STYCZEŃ 2021

Dzięki temu, że udało nam się zgromadzić ponad 180 tysięcy złotych, specjaliści z kliniki uniwersyteckiej w Tybindze podjęli się leczenia Krzysztofa. Po wielu miesiącach w końcu się udało! Z powodu pandemii termin był już przekładany kilka razy, lecz tym razem wszystko przebiegło szczęśliwie. Nad całym procesem usunięcia guza czuwał Profesor Schuhmann – wybitny neurochirurg, który uratował już wiele dzieciaków z Polski. To po prostu profesor od przypadków najtrudniejszych. Wierzymy, że Krzysiek trafił w najlepsze możliwe ręce, które po 5 latach uwolnią go od strasznego cierpienia!

AKTUALIZACJA LUTY 2021

Krzysztof 2 tygodnie temu został zoperowany przez prof. Schuhmanna z kliniki uniwersyteckiej w Tybindze. Po operacji został już wypisany do przyszpitalnego hotelu, a rodzina szykowała się powoli na powrót do domu… Niestety, po kilku dniach Krzysiek został karetką zabrany do szpitala, po tym, jak rodzice znaleźli go nieprzytomnego i majaczącego w łazience. W trybie pilnym trafił na stół operacyjny i przeszedł operację ratującą życie. Okazało się, że w jego nodze zrobił się skrzep, który zagrażał jego życiu. Teraz chłopak jest na OIOMie. Wciąż nieprzytomny walczy o każdy oddech! Prosimy, bądźcie z nimi myślami.

AKTUALIZACJA MARZEC 2021

Ostatnie tygodnie po przyjeździe do Polski są bardzo ciężkie dla rodziny Krzysztofa. Żyją prawie w samochodzie – tysiące przejechanych kilometrów. Dla Krzysia ten czas był jeszcze cięższy, bo przeplatały go liczne badania i konsultacje. Krzysztof chodzi już w okularach, widzi dużo lepiej, a badania u angiologa pokazały, że nie ma zatorów w żyłach. Przed chłopakiem jeszcze długa droga do pełni sprawności. Ale najważniejsze, że pierwszy i najistotniejszy krok ku zdrowiu już postawił.