Oliwier Wołoszynek

Oliwierek walczy z guzem AT/RT

Dziś trwają poszukiwania kliniki, która może dać Oliwierkowi szansę na życie

Oliwier Wołoszynek ma trzy latka i najcięższą możliwą walkę do stoczenia. Walkę o swoje życie. Jego przeciwnikiem jest jeden z najgroźniejszych i zbierających śmiertelne żniwo przeciwników – guz mózgu AT/RT. W Polsce szans na powrót do zdrowia nie ma. Jedyna nadzieja czeka za granicą.

Oliwier Wołoszynek ma guza mózgu

Oliwier Wołoszynek jest jak żywe srebro. Przed chorobą wszędzie było go pełno. Radosny, wciąż w ruchu. A przy tym niezwykle absorbujący. Cały czas domagał się uwagi.

Dlatego ledwo oczy rano otworzył, a już krzyczał „tatusiu, pobaw się ze mną”. Ciągnął mnie za rękę do kloców, samochodzików. A gdy czasem odpowiadałem, że nie mam teraz czasu, to ogromnie się złościł i buntował – wspomina tata Oliwierka, pan Sebastian Wołoszynek. – Gdy dziś sobie o tym myślę, to żałuję każdej chwili, której mu nie poświęciłem. Oddałbym wszystko, żeby wrócił tamten beztroski czas i mój synek. Taki zaborczy, ale i pełen miłości. Synek, którego mogłem uszczęśliwić tylko swoją obecnością. Dziś nie mogę uratować go sam. Dziś jego szczęście, zdrowie, a przede wszystkim życie nie zależy tylko ode mnie. Nie potrafię się z tym pogodzić…

Chwila zawieszenia

Oliwier Wołoszynek ma guza mózgu

Gdy dzisiaj tato Oliwierka wspomina to, jak synek zachowywał się wcześniej, próbuje się doszukiwać symptomów choroby. Czegoś, co mogło dać mu do myślenia, że coś mu dolega.
Miał takie dziwne momenty zawieszenia. Myślałem wtedy, że kształtują mu się emocje, mówiąc do żony: „zobacz jak myśli zaczyna rozumieć…”. Były to epizody, wtedy myślałem że związane z kształtowaniem się umysłu mojego syna – opowiada pan Sebastian. – Martwiłem się czasem, czy to nie są objawy autyzmu, ale gdy takie chwile mijały, wracał mój synek. Kontaktowy i bystry. Pełen niespożytej energii i radości z życia. Dlatego uspokajałem się i tłumaczyłem sobie, że wszystko na pewno jest w porządku. Przez wiele miesięcy było „OK” bawiliśmy się, ganialiśmy, chodziliśmy na spacery, pokazywałem mu świat, zainteresowałem go życiem w około.
A potem zdarzył się wypadek. Pozornie niegroźny. Taki, jakie często przytrafiają się małym dzieciom, które są bardzo ciekawe świata i eksplorują go bez względu na wszystko. Podczas zabawy Oliwier Wołoszynek spadł z łóżka.

To nie była jakaś duża wysokość. Może maksymalnie z pół metra. Upadł na drewnianą podłogę i uderzył się w główkę. Po wypadku zwymiotował, ale tego dnia nie działo się nic więcej. Z tego powodu przez następny tydzień bardzo uważnie go obserwowaliśmy – wspomina pan Sebastian. Niestety objawy  zaczęły się nasilać. – Zawieszał się tak, że aż mi się w głowie kołowało z nerwów – denerwuje się tato Oliwierka. – Synek próbował bawić się z innymi dziećmi i wtedy zauważyłem, jak bardzo jest źle. Wyłączał się, przechylał główkę na prawo i bardzo niepewnie chodził – opisuje pan Sebastian.

W szpitalu zawalił się świat

Oliwier Wołoszynek ma guza mózgu

Po jakimś czasie objawy trochę ustąpiły, ale Oliwierkowi wciąż nie dawały spokoju poranne wymioty. Dlatego rodzice wciąż byli przekonani, że to wszystko związane jest z niefortunnym upadkiem. Gdy jechali do szpitala, bali się, że usłyszą coś złego. Bali się krwiaka, może jakiegoś uszkodzenia czaszki. Ale nie spodziewali się, że ich świat zawali się w ciągu jednej minuty. Trafili do Centrum Zdrowia Dziecka. Gdy tamtejsi lekarze usłyszeli o wypadku, od razu skierowali Oliwierka na tomografię komputerową.
Wtedy, 20 maja skończyła się wszelka nadzieja. Badanie pokazało, że w główce synka jest guz wielkości mandarynki. A poza nim przerzuty – zawiesza głos pan Sebastian.
Oliwier Wołoszynek dzień później trafił na oddział neurochirurgii.

Usłyszałem od lekarza, że guz jest skrajnie niekorzystny i muszą jak najszybciej operować, żeby dać dziecku szansę. W drodze do synka na operację, jadąc, zwolniłem przez Międzylesie. Czułem się tak, jakbyśmy razem szli za rękę, a ja znów pokazywałem mu świat. Dlatego po dotarciu pod Centrum Zdrowia Dziecka, nie wierzyłem, że to wszystko dzieje się naprawdę. Że siedzę tu, a tam mój synek walczy o każdą minutę życia. Każdy oddech – opowiada tato Oliwierka.

Diagnoza jak wyrok

Podczas operacji lekarze usunęli większość guza. Niestety – całości nie udało się wyciąć. Nie mogli też usunąć przerzutów, bo byłoby to zbyt niebezpieczne. Mimo tego, gdy już Oliwier się wybudził, okazało się, że jest w zaskakująco dobrym stanie.
Operację zniósł dobrze i szybko wracał do siebie. Ale świadomość, że tak ciężka operacja neurochirurgiczna jest jedynie początkiem, a nie końcem leczenia była przytłaczająca – tłumaczy pan Sebastian.

Tym bardziej, że rozmowy z onkologami były jeszcze trudniejsze. Po kilku dniach przyszedł wynik histopatologii wyciętego guza. Brzmiał jak wyrok – AT/RT – jeden z najzłośliwszych dziecięcych guzów mózgu.

Niemal od razu została nam odebrana nadzieja. Usłyszeliśmy, że synek nie ma szans, że z tym guzem nie można wygrać – opowiada tato Oliwierka.
Nie ma słów, którymi można opisać emocje, jakie targają w takiej chwili rodzicem. Nie ma sposobu na to, żeby uspokoić galop myśli. Ale nie ma też czasu na oddech. Trzeba działać od razu.

Po ratunek za granicę

Po kilku dniach od pierwszej operacji, Oliwierek musiał przejść kolejną, podczas której chirurdzy założyli mu port do podawania chemii. Sama chemioterapia ruszyła zaraz potem. Oliwier Wołoszynek bardzo źle ją znosi. Nie chce jeść, wymiotuje, raz jest senny i apatyczny, raz nadmiernie pobudzony.
Gdy słucham słów lekarzy o tym, że nie ma nadziei i patrzę na niego tak osłabionego, to łzy same płyną po policzkach. On to widzi. Doskonale czuje moje nastroje i dlatego ostatnio sam mi powiedział, że „tatuś płacze i Oli płacze” – opowiada pan Sebastian. – Dla niego muszę się pozbierać. Inaczej nastawić. I przede wszystkim wierzyć.

Taką nadzieją napawają historie o dzieciach, które wygrały walkę z tym nowotworem. Pan Sebastian opowiada, że gdy usłyszał o dziewczynce, która została zdiagnozowana pięć lat temu i wciąż żyje, to cały dzień się uśmiechał. Bo uwierzył, że i jego synek może pokonać chorobę. To daje sił do  poszukiwania ratunku za granicą. Dlatego dziś trwają bardzo intensywne konsultacje w klinice, która może dać Oliwierkowi szansę na życie. Już teraz wiadomo, że leczenie będzie niezwykle kosztowne.
Wiem, że zrobię wszystko, żeby wydrzeć mojego synka z rąk śmierci. Wiem, że nic mnie nie zatrzyma. Ale w tej walce potrzebuję pomocy i mam ogromną nadzieję, że będą wokół mnie ludzie, którzy zechcą nam pomóc finansowo. Bo sami nie damy rady. A myśl o tym, że od pieniędzy zależy życie mojego najdroższego synka jest paraliżująca – apeluje o pomoc Sebastian Wołoszynek.

Dzięki Tobie Oliwier Wołoszynek ma szansę zawalczyć o swoje życie. Dlatego prosimy o wpłaty na konto:

Fundacja ZOBACZ MNIE, ul. Ofiar Oświęcimskich 14/11, 50-069 Wrocław
SANTANDER BANK POLSKA SA: 28 1090 23 98 0000 0001 4358 4104
z tytułem wpłaty: „Oliwier Wołoszynek”

Pomoc można też przekazać w postaci przelewu internetowego za pośrednictwem strony https://zobaczmnie.org/wplacam/. W rubryczce „CEL” prosimy wpisać imię i nazwisko: „Oliwier Wołoszynek”






 

Udostępnij wpis:

shares