Anna i Piotr od 6 lat tworzą dla 13-letniego dziś Michała specjalistyczną rodzinę zawodową. – Poznaliśmy go jeszcze w przedszkolu, bo był z naszym synem Szymonem w jednej grupie. Tam poznaliśmy też jego mamę i doskonale wiedzieliśmy, że ciężko chorowała. Byliśmy zżyci i znaliśmy wzajemnie swoje historie rodzinne – wspomina Pani Anna.
W 2018 roku mama Michała zmarła i 7-letni wówczas chłopiec miał trafić do domu dziecka. – Kiedy tylko o tym usłyszeliśmy, wspólnie z Szymonem, naszym biologicznym synem, zdecydowaliśmy, że chcemy być dla Michała rodziną zastępczą. Jego niepełnosprawność nie stanowiła dla nas przeszkody w podjęciu decyzji. Ja od początku powtarzam, że to taka niepełnosprawność, która nie jest ani dla niego ani dla nas wielkim ograniczeniem – opowiada Pani Anna.
Choroba genetyczna i trudny start
Michał urodził się z chorobą genetyczną, która spowodowała, że ma niewykształconą prawą nogę i obustronnie brakuje mu kości strzałkowych. Dodatkowo u każdej dłoni ma tylko po trzy palce. Nic więc dziwnego, że początkowo opieka nad nim była dla nowej rodziny dużym wyzwaniem.
– Gdy Michał do nas trafił, miał na nogi założone specjalne obręcze, a w piszczele miał wbitych osiem śrub, które trzeba było codziennie podkręcać, opatrując przy tym rany i rehabilitując go. Co tydzień byliśmy u lekarza prowadzącego w Poznaniu, dlatego śmieję się czasami, że naszego pierwszego wspólnego roku to ja prawie nie pamiętam. Ale bez wątpienia miał on bardzo trudny start i już jako dziecko musiał znieść bardzo wiele – opowiada Pani Anna.
CZYTAJ TEŻ:
- Rodzina zastępcza – sprawdź, jak to działa
- Warsztaty zainteresowań w Centrum Terapii i Wsparcia ZOBACZ MNIE w Rodzinie
- Ta rodzina już dawno mogłaby się rozpaść, a jednak… „Dzieci to mój promyczek słońca, nawet w najgorszym mroku”
- Bez męża, bez dzieci, na głęboką wodę. Pani Małgosia stworzyła rodzinę zastępczą i przyznaje: Takie rzeczy się dzieją. Taka miłość się przydarza
Jej mąż przyznaje natomiast, że pierwsze lata były też czasem uczenia się siebie wzajemnie. – My od zawsze byliśmy bardzo aktywną rodziną, każdy weekend to był jakiś wyjazd. Wycieczki rowerowe, piesze, spotkania ze znajomymi, zawsze pełny dom. Michał był na początku w szoku, bo po prostu nie był do tego przyzwyczajony. Było to dla niego trudne. Dodatkowo bardzo przeżył śmierć mamy i oczywiście niósł w sobie te wszystkie ciężkie doświadczenia. Wiedzieliśmy, że potrzebuje czasu, a także naszej akceptacji i pełnego wsparcia – opowiada Pan Piotr.
Sport drogą do sukcesu. Rodzinnego i nie tylko
Ostatecznie wspólne aktywności i sport okazały się kluczem do rozwiązania wielu problemów. Było tak na przykład wtedy, gdy Michał nie chciał ćwiczyć na zajęciach rehabilitacyjnych. – Wszystko zmieniło się diametralnie, gdy obiecaliśmy mu, że w nagrodę dostanie własny rower i nauczymy go na nim jeździć. Zaczął nagle tak sumiennie ćwiczyć, że rehabilitanci sami się dziwili. A miłość do roweru została mu do dziś. Z tą różnicą, że teraz chciałby zacząć jeździć po górach – śmieje się Pani Anna.
Sport okazał się wielką pasją Michała. Oprócz roweru chłopak uwielbia też hulajnogę, trenuje pływanie, jest w drużynie ampfutbolowej, z którą jeździ na regularne zgrupowania, a także ma za sobą trzyletnią przygodę z taekwondo.
Jego energia wydaje się być niespożyta. – Od zawsze powtarzam mu, że może robić wszystko to, co robią inne dzieci, ale musi to robić po swojemu. Naszym priorytetem od początku było wypracowanie z nim maksymalnej możliwej samodzielności. Zawsze dbaliśmy też o to, żeby zaakceptował swoją niepełnosprawność i nie szukał ograniczeń tam, gdzie ich nie ma. Czasami próbował różnych wymówek tłumacząc na przykład, że nie wyniesie talerza, bo ma tylko trzy palce. A ja mówiłam: no trudno, pobij talerze, ja kupię nowe, ale Ty się w końcu nauczysz – opowiada Pani Anna.
I tak się stało – Michał jest dziś bardzo samodzielny. Chodzi na dwóch ortezach i radzi sobie na nich tak dobrze, że nauczył się nawet jeździć na nartach. A ponieważ świetnie odnajduje się tam, gdzie jest sport i prędkość, wziął już udział w międzynarodowych zawodach narciarskich. A jego apetyt na sport tylko rośnie.
Lew, lwiątko i cała reszta stada
Z jakimi trudnościami boryka się rodzina? Anna i Piotr zgodnie przyznają, że ciężkim tematem są m.in. emocje. – Bo przecież w przypadku przyjęcia do rodziny obcego dziecka bywa tak, że dostajemy je z deficytem, którego ono już nigdy nie nadgoni. Albo z tak ukształtowanym charakterem, że trudno o choćby najmniejsze zmiany. To nie jest tak, że te dzieci, gdy są już szczęśliwe i zaopiekowane, będą wychowywały się pod nasze dyktando. Wydaje mi się nawet, że raczej, gdy już poczują się bezpieczne, to sprawdzają, co z tych nagromadzonych dawno emocji może z nich uchodzić. I jakimi sposobami. Natomiast sztuką jest opanowanie tego oraz uświadomienia dziecku, co jest dobre, a co nie. Jakie emocje, zachowania i słowa są budujące, a jakie działają destrukcyjnie. To bardzo trudne. I dla dzieci i dla nas – przyznaje Pani Anna.
Pan Piotr dodaje, że kryzysy pojawiają się często, ale nie można się poddawać i trzeba je po prostu przepracowywać. Zarówno on, jak i Michał mają silne charaktery, co często jest powodem konfliktów. – Ale gdy rozmawiamy ze znajomymi okazuje się, że mają te same problemy, mimo że ich dzieci są biologiczne. Jest to ta sama złość, ten sam upór, robienie na przekór, tak samo wiele razy trzeba wszystko powtarzać… Cóż… Przecież na tym polega wychowanie. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Rodzicielstwo nie jest proste – przyznaje.
Czy wobec tego kiedykolwiek pożałowali swojej decyzji? Albo zmieniliby cokolwiek w rodzinnym scenariuszu zdarzeń? Bez chwili wahania odpowiadają, że nie. – Dla mnie sam fakt, że jesteśmy rodziną, jest źródłem energii. Gdy jesteśmy w towarzystwie znajomych, najchętniej opowiadamy nie o naszych sukcesach, ale o sukcesach dzieci. Człowiek żyje dla nich. Szymon był dla mnie od urodzenia oczkiem w głowie. Gdy pojawił się Michał, automatycznie zacząłem chcieć robić rzeczy też dla niego, na tym zaczęło mi zależeć. Może człowiek jest tak skonstruowany, żeby żyć dla rodziny i robić wszystko dla rodziny. A przynajmniej niektórzy… Ja czuję się, jak gospodarz rodziny, jak ten król lew, który musi nad wszystkim zapanować, pilnować. A Michał jest lwiątkiem, które cały czas próbuje na przekór – śmieje się Pan Piotr. I dodaje, że „właśnie to stadko” jest dla niego prawdziwą radością i sensem istnienia.
Chcesz zostać rodziną zastępczą? Sprawdź, jak to zrobić.
Aby zostać rodzicem zastępczym, trzeba być osobą niekaraną, przejść kwalifikację oraz szkolenie organizowane przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej.
Wszelkie informacje znajdziesz w Dziale Wsparcia Rodzin Zastępczych MOPS Wrocław
- Adres: ul. Wysoka 6, 53-137 Wrocław
- Telefon: +48 71 782 24 11
- E-mail: rodzicielstwo.zastepcze@mops.wroclaw.pl
Przekaż 1,5% podopiecznym Fundacji ZOBACZ MNIE
Twój 1,5% podatku ma potężną moc. Dzięki niemu ratujemy zdrowie i życie ciężko chorych dzieci. Wpisz w swoje zeznanie podatkowe nasz numer KRS: 0000 79 53 64 i przekaż 1,5% podatku podopiecznym Fundacji ZOBACZ MNIE.
Wypełnij PIT on-line
Rozlicz PIT na podatki.gov.pl
Pobierz program do PIT
