Nie wiesz co masz robić? Załóż rodzinę zastępczą! „Może brzmi jak szaleństwo, ale u nas działa”

Kiedy w ich głowach pojawił się pomysł stworzenia rodziny zastępczej, Pani Dorota i jej mąż powoli zbliżali się do emerytury. – Po 40 latach życia w Monachium wróciłam do Wrocławia i zastanawiałam się, co sensownego mogłabym robić. Na pomysł rodziny zastępczej wpadł mąż, a ja od razu poczułam, że to coś dla mnie. Że to jest właśnie to – przyznaje Pani Dorota. Jak to się stało, że z rodziny zastępczej stali się rodzinnym domem dziecka i której decyzji, związanej z pieczą zastępczą, Pani Dorota żałuje do dzisiaj?

Państwo Arszyło większość życia spędzili w Niemczech, gdzie cały czas mieszkają ich dzieci. – W Monachium zawodowo opiekowałam się osobami starszymi i do głowy by mi nie przyszło, że w Polsce zajmę się akurat dziećmi. Ale mamy duży dom, który po prostu stał pusty. A ja wiedziałam, że nie wystarczy mi praca w ogrodzie i chciałabym robić coś więcej – przyznaje Pani Dorota.

Pomysł na pieczę zastępczą pojawił się niespodziewanie. – Pewnego dnia z mężem przejeżdżaliśmy koło Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej i on rzucił, że może rodzina zastępcza? Niewiele myśląc, z ulicy weszliśmy do ośrodka dowidzieć się, na czym to wszystko polega. Błyskawicznie dostaliśmy komplet informacji, a nawet przeszliśmy niezbędne testy, bo okazało się, że właśnie ruszał kurs dla chętnych. I dosłownie po kilku dniach braliśmy już udział w kursie. Mamy czworo własnych dzieci, mamy też wnuki, więc nie chcieliśmy być rodziną adopcyjną. Ale chcieliśmy być rodziną, która pomoże tym bardzo potrzebującym dzieciomzabranym z ich domów, które nie zawsze mogą być adoptowane, bo nie mają uregulowanej sytuacji prawnej – opowiada Pani Dorota.

Pierwsze dziecko i pierwsze traumy

Kilka miesięcy po zakończeniu kursu do rodziny Arszyło trafiło pierwsze dziecko – 8-letnia Sylwia. Dziewczynka miała za sobą bardzo trudną historię życiową, przez co często była zdenerwowana i zestresowana. Każde podniesienie głosu wywoływało u niej reakcję obronną. Długo musiała spać z włączonym światłem, a w sytuacjach nerwowych tuliła się do poduszki.

Wiele cierpliwości i pracy wymagało od nas przekonanie jej, że jest bezpieczna i nie musi się niczego bać. Dziś to bardzo fajna dziewczynka i cały czas jest z nami. Pokochaliśmy ją od pierwszego wejrzenia. Sylwia miała trafić do adopcji, ale nie zgłosiła się żadne rodzina, więc została z nami. I ogromnie się z tego cieszę – przyznaje Pani Dorota.

Kolejnym dzieckiem w domu była 13-letnia Laura, przywieziona z pogotowia rodzinnego. W domu Państwa Arszyło mieszkała do 18. roku życia, po czym wyprowadziła się, ale cały czas utrzymuje kontakt z Panią Dorotą i jej mężem.

Rodzina Arszyło (fot. A. Zdral)

Trudne wspomnienie o Jasiu

Losy rodziny potoczyły się tak, że do domu najczęściej trafiały dziewczynki w wieku od kilku do kilkunastu lat. Wyjątkiem był Karol, którego z rodzinnego domu musiała zabrać policja oraz Janek, który okazał się… najtrudniejszym wyzwaniem emocjonalnym. – Jasiu trafił do nas w wieku 9 miesięcy. Miał być krótko, bo został skierowany do adopcji zagranicznej w Hiszpanii, gdzie mieszkał jego brat. Wszystko miało odbyć się szybko… Tymczasem kiedy od nas odchodził miał 3 latka i to była moja największa porażka oraz najtrudniejsze przeżycie. Musiałam oddać dziecko, które pokochałam od pierwszej chwili. On szybko zaczął mówić „mama”, nie pamiętał życia sprzed naszego domu. To była ogromnie trudna decyzji, ale nie chciałam być egoistką i pozbawić go prawdziwej rodziny, brata – przyznaje Pani Dorota.

CZYTAJ TEŻ:

Żeby przygotować Jasia do adopcji, Pani Dorota nie tylko opowiadał mu o nowych rodzicach, ale też zabierała chłopca na lotnisko, pokazując samoloty i tłumacząc, że jednym z nich poleci do nowej mamusi. W domu Państwa Arszyło Janek spotykał się też z przyszłymi rodzicami.

Próbowałam go przygotować, jak tylko się da, ale siebie na to nie przygotowywałam… Strasznie to przeżyłam… Do dziś mamy w całym domu zdjęcia Jasia. On ma teraz 8 lat i jest Hiszpanem pełną gębą. Cały czas mamy kontakt. Z perspektywy czasu stwierdzam, że dobrze, że go oddaliśmy. My to ciężko przeżyliśmy, ale daliśmy radę, a on ma dobre życie – mówi Pani Dorota.

Porażek nie można brać do siebie

Po odejściu Jasia, do rodziny zastępczej dołączyły dwie siostry – 13-letnia Wiktoria i 8-letnia Oliwia. Wiktoria po 18. urodzinach wyprowadziła się do mieszkania pomocowego, które jednak szybko straciła.

Niestety nie radziła sobie, nie sprzątała, nie dbała. Wróciła do swojej mamy, która wciągnęła ją w swoje problemy z alkoholem. Ale jej historia nauczyła mnie, że porażek w rodzicielstwie zastępczym nie można brać do siebie. Ja problemy Wiktorii brałam na swoje barki i dopiero psycholog wytłumaczył mi, że to nie była moja wina. Oczywiście dzieciom trzeba pomagać, trzeba uczyć je właściwych zachowań, ale trzeba też pamiętać, że one przychodzą do nas z ogromnym bagażem swoich doświadczeń i pewnych rzeczy po prostu nie jesteśmy w stanie przeskoczyć – mówi Pani Dorota.

Druga z sióstr jest u Państwa Arszyło do dziś. Ma kontakt z mamą, ale jej domem jest rodzina zastępcza.

Rodzinny dom dziecka

Dom Państwa Arszyło funkcjonował tak dobrze, że MOPS zwrócił się do nich z prośbą o stworzenie rodzinnego domu dziecka, co oznaczałoby m.in. możliwość przyjęcia większej liczby dzieci. – Rozmowa z mężem była krótka. Mieliśmy już pod opieką czwórkę dzieci, więc uznaliśmy, że i z szóstką damy radę. Jako rodzinny dom dziecka moglibyśmy mieć ośmioro dzieci, ale oboje uznaliśmy, że szóstka będzie wystarczająca. Nie licząc sytuacji awaryjnych, w których zdarza nam się przyjąć więcej dzieci – przyznaje.

Rodzinnym domem dziecka Państwo Arszyło zostali w 2022 roku. Do ich rodziny dołączyły wtedy siostry Maja i Kornelia (9 l. i 4 l.), które wcześniej rok spędziły w domu dziecka. A w czerwcu 2025 r. pojawiły się jeszcze dwie niespokrewnione ze sobą 6-latki – Zosia i Marika.

W tej chwili pod opieką Państwa Arszyło jest 6 dziewczynek. – W naszym domu nie ma dużej rotacji, a dzieci raczej zakotwiczają u nas na długo, najczęściej do dorosłości. Za każdym razem, kiedy trafia do nas ktoś nowy, powtarzam sobie, że nie powinnam się zakochiwać. Bo to może być sytuacja tylko na chwilę. Ale prawda jest taka, że nie potrafię, bo takie jest moje serce – przyznaje Pani Dorota.

Prawdą jest też to, że prowadzenie rodzinnego domu dziecka, to ogromne poświęcenie, z którego trzeba zdawać sobie sprawę. – Daję dzieciom, co mogę. Daję swój czas, energię, emocje. W takim modelu trzeba trochę jednak zrezygnować ze swojego życia. Prawda jest taka, że trzeba się poświęcić. Ja już nie wychodzę zbyt często do znajomych, bo jak ktoś zaprasza mnie na kawę, to ja przecież muszę zabrać ze sobą 6 dzieci. Zatem siłą rzeczy to się urwało… Ale też nie ma większej satysfakcji niż obserwowanie, jak te dzieci, po ich traumach i dramatach, otwierają się, rozwijają, rozkwitają. Nasze dziewczynki są wspaniałe. Cała nasza rodzina jest dla mnie ogromnym źródłem radości, miłości i satysfakcji. I nigdy nie pożałowałam decyzji o wejściu w pieczę zastępczą – dodaje Pani Dorota.

Chcesz zostać rodziną zastępczą? Sprawdź, jak to zrobić.

Aby zostać rodzicem zastępczym, trzeba być osobą niekaraną, przejść kwalifikację oraz szkolenie organizowane przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej.

Wszelkie informacje znajdziesz w Dziale Wsparcia Rodzin Zastępczych MOPS Wrocław

Przekaż 1,5% podopiecznym Fundacji ZOBACZ MNIE

Twój 1,5% podatku ma potężną moc. Dzięki niemu ratujemy zdrowie i życie ciężko chorych dzieci. Wpisz w swoje zeznanie podatkowe nasz numer KRS: 0000 79 53 64 i przekaż 1,5% podatku podopiecznym Fundacji ZOBACZ MNIE.

Wypełnij PIT on-line
Rozlicz PIT na podatki.gov.pl
Pobierz program do PIT