Rodzina zastępcza? „Ja zrobiłam to dla siebie. I gorąco polecam!”

Jeżeli kiedykolwiek, człowieku, czułeś się niepotrzebny, niezauważony, zostań rodzicem zastępczym. Zdobędziesz milion procent pewności, że jesteś potrzebny, jak ci się pięć osób wpakuje do łóżka na przytulaska – śmieje się Pani Marta, która wspólnie z mężem i dwójką swoich biologicznych dzieci tworzy rodzinę zastępczą dla Laury i Kamila. Ich droga do szczęścia i stabilizacji była wyjątkowo długa i wyboista, ale – co podkreśla nasza rozmówczyni – doprowadziła wszystkich do miejsca, w którym chcą być i do ludzi, z którymi chcą być.

Pani Marta jest jedynaczką i już w dzieciństwie namawiała na adopcję mamę, która wychowywała ją sama. Wtedy się nie udało. Pomysł powrócił w jej wczesnej młodości, a później znowu – po traumatycznym doświadczeniu utraty dziecka. – W 2010 roku przedwcześnie urodziłam syna. Niestety Rafał przeżył tylko 4 dni… Był to bardzo ciężki czas, ale przekonałam się wtedy, że mój ówczesny narzeczony, a dzisiaj mąż, to mężczyzna, który zawsze będzie przy mnie i będzie mnie wspierał, choćby nie wiadomo co. To jedna z najistotniejszych przyczyn tego, że zdecydowałam się stworzyć rodzinę zastępczą – opowiada.

Wyboista droga do dużej rodziny

W 2013 r. Pani Marta urodziła drugiego syna – Zbyszka, po czym usłyszała od lekarzy, że w związku ze stanem zdrowia nie powinna już zachodzić w ciąże. – Zdecydowaliśmy wtedy, że drogą do naszej upragnionej dużej rodziny będzie piecza zastępcza. A dlaczego nie adopcja? Bo wiedziałam, że właśnie dzieci z nieuregulowaną sytuacją prawną najczęściej trafiają do domów dziecka. I o wiele bardziej potrzebują wsparcia niż te, które mają szansę na adopcję – wspomina.

Wspólnie z mężem wzięła udział w szkoleniu dla rodzin zastępczych, po którym przez blisko rok para nie dostała żadnej informacji o dzieciach, które mogliby przyjąć. – Uznaliśmy, że najwyraźniej tak ma być i trudno… W tym czasie ponownie zaszłam w ciążę i wszystko na spokojnie się układało, aż tu nagle zadzwonił telefon. I stało się tak, że kiedy byłam niedługo przed porodem, do naszego domy trafili Laura i Kamil – rodzeństwo wtedy w wieku 2,5 oraz 7 lat. Ponieważ wkrótce po ich przybyciu urodziła się Sandra, hormony szalały we mnie tak, że mój organizm od razu uznał całą trójkę za moje nowe dzieci. To był wyjątkowy zbieg okoliczności, który zaowocował dosłownie organiczną reakcją. I tak stałam się mamą wspaniałej czwórki. Mamą na 100 procent – opowiada Pani Marta.

Niestety szybko okazało się, że nowopowstała rodzina będzie musiała zmierzyć się z ogromnymi wyzwaniami. Dzieci miały cały czas kontakt z rodzicami biologicznymi i dla wszystkich były to bardzo trudne doświadczenia. – To wcale nie opieka nad dziećmi była największym wyzwaniem, ale nasz kontakt z ich rodziną biologiczną. To były cotygodniowe spotkania, na których maluchy często były po prostu buntowane przeciwko nam. To były trudne, żmudne i bardzo męczące godziny. W całej naszej historii to był  jedynym moment, w którym czuliśmy, że być może nie podołamy. Ale z drugiej strony zależało nam na tym, żeby dzieci miały dokąd wrócić. I skoro ich rodzice starali się o kontakt, chcieliśmy to uszanować – przyznaje Pani Marta.

Ostatecznie, po pobycie w domu dziecka i po blisko dwóch latach w rodzinie zastępczej, Laura i Kamil wrócili do rodziny biologicznej i kontakt zupełnie się urwał. Tak zdecydowali ich rodzice. – Przez 4 lata nie było tygodnia, żeby mój syn nie zapytał czy jeszcze kiedyś w życiu zobaczy Kamila. On bardzo szybko stał się jego ukochanym starszym bratem, jego całym światem. A ja mogłam jedynie tłumaczyć, że Kamilowi z rodzicami jest najlepiej, tak jak Zbyszkowi najlepiej było z nami. Niestety wkrótce przekonałam się, że to nie była prawda – wspomina Pani Marta.

Słowa, które zmieniły życie

Po trzech latach zupełnego braku informacji rodzina dowiedziała się przypadkiem, że Laura i Kamil są znowu w placówce opiekuńczo-wychowawczej. W międzyczasie ich mama urodziła jeszcze dwie córki i one także trafiły do domu dziecka. – Zdecydowałam się odwiedzić Laurę i Kamila. Dostała zgodę dyrektora placówki i tak jeździłam do nich bisko przez rok. Zabierałam Laurkę do dentysty, kupowałam im buty czy kurtki. Ona zupełnie mnie nie pamiętała, a Kamil traktował mnie bardzo chłodno i z rezerwą. Odbudowanie naszej relacji wymagało dużo czasu – opowiada Pani Marta.

CZYTAJ TEŻ:

Przełomowym momentem okazała się przypadkowa rozmowa na korytarzu w placówce. – Pewnego dnia zaczepiła mnie pani pedagog, której dzieciaki bardzo, ale to bardzo nie lubiły. I zapytała dlaczego, skoro tak często odwiedzam dzieci, nie zrobię nic, żeby opuściły to miejsce. Odpowiedziałam zupełnie szczerze, że nie mogę zabrać czwórki, a nie chciałabym zrywać więzi między rodzeństwem. Usłyszałam wtedy słowa, które wstrząsnęły moim światem. Brzmiało to mniej więcej tak: „Wszyscy mówicie o więziach, a nikt nie ma pojęcia, o czym mówi. Powielacie schematy bez zrozumienia. Czy pani zdaniem lepiej jest, żeby żadne z nich nie miało szansy na dom, ale żeby mieli swoje więzi? Wszyscy mówią, że coś zrobią, a tak naprawdę nikt nic nie robi” – wspomina Pani Marta.

Ta krótka i przypadkowa rozmowa była dla niej jak kubeł zimnej wody. Dodatkowo w tym czasie odezwał się ojciec Laury i Kamila prosząc, żeby jego dzieci mogły wrócić do rodziny zastępczej, „bo dobrze ją wspominały”. Małżeństwo wiedziało jednak, że nie zdołają przyjąć czwórki tym bardziej, że dwie najmłodsze dziewczynki urodziły się z poważnymi problemami ze słuchem i potrzebowały specjalistycznej opieki.

Znowu razem

Ostatecznie w 2021 r. Laura i Kamil ponownie trafili do domu Pani Marty i jej męża, a młodsze siostry rodzeństwa zostały adoptowane (obie przez tę samą rodzinę). – Kiedy podjęliśmy decyzję o przyjęciu dzieci po raz drugi, byliśmy ostrzegani przez bardzo wiele osób. Mój mąż przyznawał, że boi się, bo to już nie są te dzieci, które pamiętamy. Ale wszyscy okazali nam wsparcie i w efekcie nasza rodzina znowu była kompletna. Bo to są przecież moje dzieci. Ten czas rozłąki był okropny i stracony. Ale wiem to dopiero z perspektywy czasu – przyznaje.

W tej chwili rodzice Laury i Kamila są pozbawieni praw rodzicielskich, nie zabiegają też o spotkania. Kamil ma z tatą kontakt telefoniczny, Laura nie ma żadnego. Przynajmniej na razie. Dzieci zadeklarowały, że nie chcą być adoptowane, prawdopodobnie zostaną już więc w domu Pani Marty i jej męża.

Cała czwórka moich dzieci jest wspaniała. Każdy z nich codziennie czymś mnie zaskakuje. Codziennie mam do załatwienia milion spraw, ale i codziennie mam powody do dumy i radości. To dla mnie wielkie szczęście i spełnienie, dlatego cały czas powtarzam, że ja rodzinę zastępczą założyłam dla siebie. A kiedy jestem pytana, czy powodem nie powinny być dzieci odpowiadam, że przecież tu nic się nie wyklucza. Chcę dla moich kochanych dzieciaków jak najlepiej, ale chcę też prawdziwego szczęścia i spełnienia dla siebie. Jeżeli więc kiedykolwiek, człowieku, czułeś się niepotrzebny, niezauważony, zdobędziesz milion procent pewności, że jesteś potrzebny, jak ci się pięć osób wpakuje do łóżka na przytulaska. Ja, dzięki mojej rodzinie, czuję się absolutnie dowartościowana jako mama i jako człowiek – dodaje z uśmiechem.

(Imiona dzieci zostały zmienione)

Chcesz zostać rodziną zastępczą? Sprawdź, jak to zrobić.

Aby zostać rodzicem zastępczym, trzeba być osobą niekaraną, przejść kwalifikację oraz szkolenie organizowane przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej.

Wszelkie informacje znajdziesz w Dziale Wsparcia Rodzin Zastępczych MOPS Wrocław

Przekaż 1,5% podopiecznym Fundacji ZOBACZ MNIE

Twój 1,5% podatku ma potężną moc. Dzięki niemu ratujemy zdrowie i życie ciężko chorych dzieci. Wpisz w swoje zeznanie podatkowe nasz numer KRS: 0000 79 53 64 i przekaż 1,5% podatku podopiecznym Fundacji ZOBACZ MNIE.

Wypełnij PIT on-line
Rozlicz PIT na podatki.gov.pl
Pobierz program do PIT