Rodzina zastępcza, która powstała z połączenia światów. Nawet Afryka nie była przeszkodą

Pani Paulina na założenie rodziny zastępczej zdecydowała się w pojedynkę. W tym samym czasie jej późniejszy mąż – Pan Paweł – pracował na misjach w Afryce, opiekując się młodzieżą w internacie. Kiedy wreszcie się spotkali stało się jasne, że ich cele życiowe są bardzo zbieżne: chcą pomagać dzieciom w wyjątkowo trudnych sytuacjach życiowych. I tak właśnie robią dziś, tworząc wspólnie rodzinny dom dziecka. Chociaż od samego początku wyzwanie okazało się znacznie trudniejsze niż wszystko, co sobie na ten temat wyobrażali.

Pani Paulina przyznaje, że głębokie pragnienie stworzenia rodziny zastępczej odczuwała od dawna. – Nie nazywałam tego wprost, nie myślałam nawet konkretnie o pieczy zastępczej, ale wiedziałam, że chcę pomagać dzieciom, którym brakuje bezpieczeństwa i miłości. I tak zdecydowałam się pójść na kurs dla rodzin zastępczych. Na zakończenie, kiedy zostałam zapytana o preferencje dotyczące podopiecznych zaznaczyłam, że chciałabym przyjąć małe dzieci, szczególnie na początku. Po jakichś dwóch tygodniach Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej odezwał się do mnie przekazując, że opieki potrzebuje dwoje nastolatków. Cóż było robić… Miałam poczucie misji i wiedziałam, że robię to, żeby pomagać, a nie żeby przebierać i wybrzydzać. I tak trafili do mnie 11-letni Adam i 12-letnia Justyna – wspomina Pani Paulina.

Dlaczego rodzina zastępcza, a nie adopcja? – O adopcji nie myślałam między innymi ze względów osobistych. Myślałam za to dużo o tych dzieciach, które mają bardzo poszarpaną historię, które nie zaznały bezwarunkowej miłości i spokojnego, bezpiecznego życia. Słyszałam też, że w pieczy zastępczej dzieci pozostają długo i że ten model nie musi wcale oznaczać częstych zmian i rozstań. Moją jedyną obawą było to, że dom, który tworzę, będzie bez ojca. Ale byłam wtedy, i nadal jestem przekonana, że dziecku lepiej jest w domu z jednym oddanym opiekunem, niż w dysfunkcyjnej rodzinie albo w placówce instytucjonalnej. Ja od początku byłam naprawdę bardzo pewna swojej decyzji – wspomina.

Kiedy rzeczywistość torpeduje wyobrażenia

Początki okazały się bardzo trudne, bo dzieci, które trafiły do Pani Pauliny, miały za sobą skomplikowaną historię i ciężko było im przyjąć pomoc. – To był pierwszy moment, w którym moje wyobrażenia brutalnie skonfrontowały się z rzeczywistością. Bo bezwarunkowa miłość, czułość i serce na dłoni to wcale nie było to, czego te dzieci szukały. One potrzebowały zaspokojenia zupełnie podstawowych potrzeb – potrzebowały bezpieczeństwa, jedzenia, ubrań, własnego kąta. Poczucie szczęścia i spełnienie były wtedy pojęciami, które rozumieliśmy zupełnie inaczej – przyznaje nasza rozmówczyni.

W czasie, kiedy ona zakładała rodzinę zastępczą, jej przyszły mąż pracował w… Afryce. – Paulę znałem wcześniej, nasze drogi wielokrotnie się przecinały. Później kontakt się urwał, bo wyjechałem na misje, gdzie pracowałem z dziećmi i młodzieżą, będąc odpowiedzialnym za internat. Dowiedziałem się, że ona w Polsce podjęła się dzieła tworzenia rodziny zastępczej i zacząłem coraz wyraźniej widzieć, że mamy w życiu bardzo podobne cele i podobne powołania. Przyleciałem, zaczęliśmy się spotykać, oświadczyłem się, a kilka miesięcy później wzięliśmy ślub. I z dnia na dzień staliśmy się 4-osobową rodziną: Paulina, ja, Justyna i Adam – wspomina Pan Paweł.

Życie z nastolatkami, niosącymi bagaż trudnych doświadczeń, okazało się wymagające. Zdarzały się awantury czy ucieczki z domu. Dlatego rodzina korzystała m.in. z pomocy koordynatora z MOPS, a także ze wsparcia w postaci np. zajęć socjoterapeutycznych dla dzieci.

Oboje od początku mieliśmy poczucie, że rodzina zastępcza to nasze powołanie i wspólne dzieło. Jednocześnie byliśmy pewni, że nie chcemy tego robić z powodu jakichś własnych ambicji. Nie liczyliśmy też na to, że oto stworzymy piękną rodzinę jak z obrazka. Gdyby takie były nasze motywacje, z pewnością już dawno zabrakłoby nam siły i determinacji. Tymczasem my zdecydowaliśmy po prostu ofiarować dzieciom bezwarunkową miłość. Taką, której one może nigdy nie zaznały. I jeśli ją przyjmą, to wspaniale. Ale jeśli nie są do tego zdolne, dla nas nic się nie zmienia. I nie sprawia też, że czujemy się przegrani. Po prostu nieustanie jesteśmy dla nich, jednocześnie stawiając granice i wymagania, jak w każdej rodzinie – mówi Paulina.

CZYTAJ TEŻ:

Już na początku naszego małżeństwa rozmawialiśmy o tym, żeby nie mieć oczekiwań. Zgadzaliśmy się, że trzeba planować, starać się, ale nie można żyć oczekiwaniami, żeby kiedyś nie były one źródłem zawodu. To oczywiście wcale nie jest łatwe, szczególnie kiedy mamy do czynienia z konfliktami, wyrzutami czy kłótniami. Ale codzienną siłę czerpiemy po prostu z wiary. Wspólna modlitwa i sakramenty to nasze źródło wsparcia – dodaje Pan Paweł.

Już nie rodzina zastępcza, a rodzinny dom dziecka

W marcu 2025 małżeństwo zdecydowało się przekształcić z rodziny zastępczej w rodzinny dom dziecka. Wszystko po to, żeby jednorazowo móc przyjąć pod opiekę więcej dzieci. Wtedy do dwójki nastolatków dołączył 6-letni Filip, a wkrótce po nim 8-letnia Kamila. Oboje trafili tam z pogotowia rodzinnego.

Rodzinny dom dziecka – to miejsce, w którym może przebywać nie więcej niż ośmioro dzieci. Z osobą prowadzącą rodzinny dom dziecka zawierana jest umowa o świadczenie usług, z tytułu której przysługuje stałe wynagrodzenie miesięczne.

Filip na początku był dzieckiem, jak podkreślają nasi rozmówcy, wręcz rozkosznym. – Szybko się okazało, że on po prostu bardzo chciał trafić do rodziny i próbował, na swój dziecięcy sposób, przypodobać się nam. Był bardzo grzeczny, jadł dosłownie wszystko, chciał się jak najlepiej zaprezentować, żebyśmy go zaakceptowali. Żeby tylko mógł zostać – wspomina Pani Paulina.

Natomiast kiedy już poczuł się bezpieczny i zaakceptowany, zaczęły pojawiać się zachowania wynikające z jego traumy – bicie, gryzienie, ogromna niechęć do przedszkola, a nawet niechęć do nowych opiekunów. – Bardzo długo pracowaliśmy z tymi zachowaniami i stojącymi za nimi traumami. Jednocześnie cały czas byliśmy do bólu konsekwentni powtarzając mu, że na pewne rzeczy nie ma naszej zgody, ale mimo wszystko jesteśmy z nim i jesteśmy dla niego.  I okazało się, że kropla naprawdę drąży skałę. Filip to załapał i od pewnego czasu widzimy wyraźną zmianę w jego podejściu i zachowaniu – opowiada Pani Paulina.

Zupełnie innym przypadkiem była Kamila, która od bardzo wczesnego dzieciństwa przebywała w różnych formach pieczy zastępczej. – Kamila często nas porównywała z innymi miejscami. Miała dużo trudności emocjonalnych, korzystała ze wsparcia psychologicznego zapewnionego przez MOPS. Jednocześnie nawiązała bardzo dobrą relację z Filipem – przyznaje Pani Paulina.

Dziewczynka ostatecznie trafiła pod opiekę biologicznej babci, a w domu Pani Pauliny i Pana Pawła pojawiła się 7-letnia Ania. Było to pierwsze dziecko, które przyjechało do nich niemal bezpośrednio z interwencji. – Ania nie znała rzeczywistości pieczy zastępczej. Została zabrana z domu w związku z ogromnym zaniedbaniem, a także z poważnym problemem alkoholowym w rodzinie. Kiedy odebraliśmy ją z placówki opiekuńczej bardzo płakała, nie wiedziała, co się dzieje, była przerażona. A my dostaliśmy dosłownie jedną reklamówkę z jej bielizną, żadnych rzeczy osobistych, żadnych jej przytulanek… Ale Ania bardzo szybko weszła w doświadczenie rodziny i błyskawicznie odnalazła się w naszym domu – mówi Pani Paulina.

A Pan Paweł dodaje, że dziewczynka jest dziś ich prawdziwym promykiem codziennej radości. – Ania często tłumaczy Filipowi, że żadne z nich nie trafiło do nas za karę, ani z powodu jakiejś winy. Ich czy naszej. To bardzo mądra dziewczynka i znakomicie trafia do Filipa – opowiada.

Kolejne dziecko. „Jak to w rodzinie”

Na początku 2026 r. rodzina powiększyła się o Gabrysię – biologiczną córkę Pani Pauliny i Pana Pawła. Pozostałe dzieci bardzo na nią czekały i przyjęły serdecznie oraz z wielką troską. Szczególnie Filip, który najchętniej cały czas woziłby ją w wózku.

Wszystkim dzieciom powtarzamy, że są częścią naszej rodziny i to naturalne, że w rodzinie pojawią się kolejne dzieci. Narodziny Gabrieli nic nie zmieniły w naszych wspólnych rytuałach –  tak samo spacerujemy, pilnujemy wspólnych posiłków, razem wyjeżdżamy. Nasi znajomi zdołali już przywyknąć, że jak my kogoś odwiedzamy, to całą zgrają – śmieje się Pan Paweł.

A czy małżeństwu zdarza się namawiać znajomych do tworzenia nowych rodzin zastępczych? – Specjalnie nie namawiamy, ale ludzie czasami sami pytają nas o to, bo nasza codzienność jest naprawdę kolorowa i dużo się dzieje. Jakiś czas temu moja koleżanka, która mocno towarzyszyła nam w tej naszej codzienności, zdecydowała się na założenie rodziny zastępczej. Dziś ma pod opieką 5-letnią dziewczynkę, a ja bardzo się z tego cieszę, bo z jednej strony wiem, jak wyjątkowym doświadczeniem jest rodzina zastępcza, a z drugiej mam świadomość, że dzieci, które potrzebują tego rodzaju wsparcia, cały czas jest bardzo dużo – przyznaje Pani Paulina.

(Imiona dzieci zostały zmienione)

Chcesz zostać rodziną zastępczą? Sprawdź, jak to zrobić.

Aby zostać rodzicem zastępczym, trzeba być osobą niekaraną, przejść kwalifikację oraz szkolenie organizowane przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej.

Wszelkie informacje znajdziesz w Dziale Wsparcia Rodzin Zastępczych MOPS Wrocław

Przekaż 1,5% podopiecznym Fundacji ZOBACZ MNIE

Twój 1,5% podatku ma potężną moc. Dzięki niemu ratujemy zdrowie i życie ciężko chorych dzieci. Wpisz w swoje zeznanie podatkowe nasz numer KRS: 0000 79 53 64 i przekaż 1,5% podatku podopiecznym Fundacji ZOBACZ MNIE.

Wypełnij PIT on-line
Rozlicz PIT na podatki.gov.pl
Pobierz program do PIT